|
Istotą istnienia jest umiejętność głębokiego przeżywania doświadczeń i analizowania ich procesu w sposób dokładny i pod każdym kątem. Czasami jedno wydarzenie u różnych ludzi wywołuje różne emocje. Jednych dopada smutek innych melancholia a jeszcze inni z uśmiechem na ustach giną za horyzontem. I o tym jest ten blog , o rozważaniach na temat tego co nieuniknione, czego się boimy i czego pragniemy. Wiersze , które pojawią się na tym blogu są mojego autorstwa. Zastrzegam sobie prawo do nich . Kopiowanie i powielanie zabronione.
sobota, 22 września 2007
Przerwane dzieciństwo Kiedy byłam jeszcze mała świat wydawał mi się prosty. Moja matka za mnie łkała, ojciec na rzekach łez tych wznosił mosty. Moją troską był Azorek i jego wiecznie głodny brzuszek. Moim światem klocków worek i posłanie z gór poduszek. Wtedy do drzwi domu mego zapukał dziwny pan. Wyssał życie z dziadka sędziwego nie czyniąc mu przy tym żadnych ran. Od tej chwili życie moje się bardzo zmieniło. Matka płakać już przestała. Ojca w domu więcej nie było niż było. Gdy zamykam czasem oczy widzę mamę uśmiechniętą. Ojca, który z Azorkiem się droczy. Dziadka w progu z dużą wędką. Świat mi runął w jednej chwili Nie wiedziałam , że Śmierć tyle bólu czyni. K.Ł
wtorek, 31 lipca 2007
Świat dziecięcy jest dla nas czymś nierzeczywistym a nawet i komicznym, czymś o czym dawno zapomnieliśmy. Nie potrafimy tak jak nasze pociechy szczerze się śmiać , ukrywamy łzy gdy jest nam smutno. Dzielimy ludzi na brzydkich i ładnych, bogatych i biednych. Dziecko nie zna brzydoty ani nie wie co to jest bogactwo co bieda póki my go tego nie nauczymy. To my sprawiamy , że dziecko z czasem przestaje być dzieckiem. To my pokazujemy mu świat od tej gorszej strony. Wmawiamy mu , że życie jest ciężkie i niesprawiedliwe a kończy się śmiercią. Tymczasem "...dzieci tak naprawdę nie wierzą, że umrą. Dlatego nie znają strachu. Wszyscy inni umierają, tylko nie oni..."/Jonathan Carroll / Pozwólmy dzieciom na to aby jak najdłużej mogli cieszyć się swoją niewinnością, beztroską. Nie obarczajmy ich swoimi problemami , to nie jest jeszcze ich świat. "Jestem ocaleńcem. Przyszedłem nie w porę. Jak powiedział Jose Louis Martin Descalzo dzieje się tak dlatego ponieważ: ...w naszym świecie jest niestety wielu rodzicieli i zbyt niewielu rodziców. Nikt na mnie nie czekał, nikt nie pragnął, nikt nie szykował przyjęcia. Niechciany, niekochany, niczyj, najbiedniejszy z biednych, to właśnie ja. Od początku mojego życia targały mną silne emocje. I w dodatku były to emocje bardzo niewygodne. Przez cały okres ciąży mojej matki towarzyszyły mi: niepokój, gniew, frustracja, bezsilność, rozpacz, beznadzieja. I choć czas upływa, te afekty wciąż do mnie powracają. Są we mnie. Już w okresie prenatalnym doświadczyłem psychicznego odrzucenia. Rozważali, planowali a nawet próbowali mnie uśmiercić, jednak żyję. W czasie ciąży miałem się nie urodzić, matka, piła, paliła, skakała, aby mnie poronić. Byłem kompletnie odrzucony, to przekłada się na dalsze moje lata. Jednak jestem szczęściarzem. Dzięki przypadkowi, może trochę dzięki lękowi, drobnej informacji człowieka życzliwego, pomocy współczującego - żyję. Przyszedłem w nieodpowiednim czasie, do nieodpowiednich ludzi. W tym zakresie zresztą nie jestem kimś wyjątkowym. Takich jak ja jest wielu. Jak sądzę większość dzieci przychodzi na świat w jakimś nieodpowiednim momencie. Stanowiłem dla rodziców zbyt duży ciężar. Tyle nie byli w stanie udźwignąć. To nawet nie była ich wina. Sami też za mało dostali od życia. Zbyt ubogi był ich potencjał energetyczny. Po moich narodzinach - jak to zwykle podobno bywa - nie było radosnych głosów w telefonie, ślących gratulacje, cieszących się, obsypujących prezentami, ale decyzją ludzi żyję, a to dużo, bardzo dużo. Zawiedli mnie rodzice, zdarza się, że i opiekunowie. Oddali mnie, albo pozbawiono ich władzy rodzicielskiej - dokładnie nie wiem. W każdym bądź razie skutek jest taki, że wyzuto mnie z rodziny. Nie ja zawiniłem, ale czuję się winny i to uczucie będzie mi towarzyszyć przez całe życie. Jeśli byli zbyt zdesperowani i przestraszeni mną, i tym wszystkim co się ze mną wiąże, to nawet potrafili mnie porzucić. Może jestem jednym z tych, o których pisała prasa: Znaleziono dziecko. Głodne i zmarznięte...Chłopczyk wygląda na około półtora roku. Włosy blond, proste. Oczy niebieskie, rzęsy długie. Nosek lekko zadarty. Pulchny, wesoły, nie boi się obcych. Ubrany był ... Przywiązany paskami w wózku typu spacerówka... Za porzuceniem dziecka leży często alkohol, bezradność, infantylność, brak miłości wobec porzucających już w ich dzieciństwie, depresja... Moi rodzice mogli być bez domu, bez pracy, bez środków do życia. Obrazy jakie pamiętam z najwcześniejszej przeszłości nie są pełne słońca, jakieś libacje, krzyki niepokój. Rodzinę znam tylko z relacji osób trzecich, jakby z akt sądowych...."
"Troska o dziecko jest pierwszym i podstawowym sprawdzianem stosunku człowieka do człowieka." Jan Paweł II
Dziecięce marzenia Siedzi smutne dziecię w oknie zapatrzone w gwiazd neony i rozmyśla o tym co ma a co jeszcze niespełnione. Pytasz czemu? - łza mu czasem po policzku spływa, - czemu też smutne oczy za chusteczką skrywa? Przecież lale, misie i pajace leżą porzucone w kącie. Ma też klocki, samochody i rowerek z odblaskami. Ono na to jednym słowem ci odpowie: Przytul proszę do swej piersi i pogłaskaj po bląd główce. Chcę miłości i opieki, nie zaś pięknej lalki Beki. K.Ł.
"Cierpienie dzieci jest naszym gorzkim chlebem, ale bez tego chleba, zginęlibyśmy z głodu duchowego." Albert Camus
Dziecię z bidula Hej Gwiazdeczko! Gwiazdko mała! Ześlij na mnie urok swój, bądź też przybądź do bidula. Nie masz na czym? Dam ci konia bez bieguna, tylko spełnij prośbę mą; Chcę mamusię i tatusia - co by zawsze mnie kochali. I braciszka i siostrzyczkę - by i oni miłość dali. K.Ł.
poniedziałek, 30 lipca 2007
Gdzieś daleko we Wszechświecie słychać płacz malutkich dzieci. Czy daleko , czy też blisko , płacz dzieciątek to ochydztwo. Jedno szloch , drugie plicha, trzecie zać pod stołem siedzi chcąc uniknąć ciężkiej ręki ukochanej mu macierzy. Siedzi cicho mały chłopczyk w salonowym kącie. Czyści polik zakrwawiony, chowa guzik oderwany. Już po wszystkim- koniec męki. Lecz historia się powtarza: znów ma ucho naderwane i kolanka poździerane. A on kocha , wciąż szanuje , mimo że go maltretuje. K.Ł
|
Dodatki na Bloga |